Wpisy z Wrzesień, 2014

„8 mila” – reż. Curtis Hanson

Rabbit, zafascynowany kulturą hip-hopową, próbuje swoich sił w undergroundowych bitwach na rymy. Pierwsze próby pełzają na niczym. Rabbit wraca przybity do domu, czyli przyczepy, w której żyje z młodą siostrą i wiecznie zapitą matką. Jego przyjaciel namawia go, by nie poddawał się po jednej nieudanej próbie, a mu udaje się stawić pierwsze kroki w zdobyciu ulicznego szacunku. W międzyczasie poznaje dziewczynę, do której zaczyna czuć miętę. W pracy dostaje nadgodziny, o które walczył od dłuższego czasu. Powoli zaczyna odnajdywać się w bagnie, w którym żyje, aż zadziera z miejscowym gangiem, tłukąc jego członka za swoją dziewczynę. Gang robi mu nalot do domu. Rabbit postanawia ponownie stanąć do walki o tytuł króla rymów. Tym razem jest inaczej – on pod wpływem złości czuje się jak ryba w wodzie i jedzie po równo z każdym, kto zamierza z nim walczyć. Jego ostatnie rymy powodują milczenie na sali, a dotychczasowy mistrz nie wie, jak się zachować. Rabbit wygrywa i odchodzi do pracy.

Host

Host Najnowszy azjatycki gigant, który przyczynił się do zniszczenia ogromnej metropolii. Sam w sobie film zawiera kilka naprawdę ciekawych zwrotów akcji oraz nieprzewidywalnych rozgrywek między mieszkańcami a obleśnym, niepodobnym do niczego konkretnego stwora. Wygląda jak kilkunożny stwór bagnisty, ale jego pochodzenie jest znane – reżyser postanowił, że od początku będzie wiadomo, jak powstał ten agresywny potwór. Pierwsza scena jest całkiem dowcipna i przedstawia drobną kłótnię między dwoma naukowcami, którzy znudzeni swoją pracą postanawiają wylać kilka nieznanych eliksirów i pomieszać je. Spowoduje to powstanie potwora, który potem spustoszy całe miasto. Jednak sam film przeszedł bez echa, prawdopodobnie przez „Project: Monster”, który opowiadał o ataku ogromnego, dziwacznego stwora na Nowy Jork. W tłumaczeniu miały te dwa filmy podobny tytuł, co powodowało nieco zamieszania, ale mimo wszystko batalię o sławę wygrał zdecydowanie Cloverfield z amerykańskiej produkcji. I tutaj należy się zmywanie głowy dla każdego kinomana, ponieważ koreańskie kino wyszło bardzo dobrze, jeśli nie lepiej, od amerykańskiego, więc na przyszłość przyda się trochę więcej ostrożności w doborze filmów.

Smerfy

Smerfy „Hej dzieci jeśli chcecie zobaczyć smerfów świat…” – tę piosenkę zna bez wątpienia każde polskie dziecko. Każde z nich wie również, że aby przenieść się do świata Smerfów, wystarczy włączyć telewizor i usiąść przed nim wygodnie, oczywiście w porze wieczorynki. Ogromny ogólnoświatowy sukces Smerfów – malutkich niebieskich ludzików w białych spodenkach i czapeczkach – zadziwił swego czasu niejednego socjologa. Nie ulega jednak wątpliwości fakt, że Smerfy są wyjątkowo sympatyczne, a ich przygody idealnie wkomponowują się w wyobrażenia dzieci o idealnej bajce na dobranoc. Sprzyja temu również barwna galeria bohaterów – wśród Smerfów wyróżnić trzeba oczywiście Papę Smerfa – najstarszego w całej smerfowej wiosce i jedynego z czerwonym ubrankiem, a także Smerfetkę, w której kochają się wszystkie bez wyjątku Smerfy, łącznie z malutkim Smerfikiem. Do tego dochodzi oczywiście postać niezdarnego, złego czarodzieja Gargamela, któremu towarzyszy kot Klakier. To właśnie ich niecne knowania stanowią oś fabularną wielu odcinków opowieści o Smerfach.

Pani Frał

Pani Frał Pani Frał jest wychowawczynią klasy, do której uczęszczają główni bohaterowie. Niektóre zajęcia prowadzi także siostra zakonna, która wygląda i zachowuje się dokładnie tak, jak główna nauczycielka, a jedyne co je odróżnia, to strój (siostra odziana jest w habit, natomiast pani Frał zakłada czarną, niemodną sukienkę). Wychowawczyni słynie ze swej surowości i tego, że bardzo łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Niegrzecznych uczniów nazywa między innymi „degeneruchami” oraz „mondziolami”. Często używa zwrotów z biblii, takich jak wykrzykiwane w momentach wpadania w furię słowa „Apokalipsa!”, „Armageddon!”, czy „Na rany Chrystusa!”. Jest głęboko religijna i zdewociała. Mimo słusznego wieku wciąż jest dziewicą, w czym upatruje się głównego powodu jej frustracji, wyładowywanych na uczniach. Lubi dzieci grzeczne, miłe, uczynne i mądre, takie jak Zajkowski czy Andżelika, nie znosi natomiast czwórki głównych bohaterów, czyli Czesia, Anusiaka, Maślany i Konieczki, których uważa za obiboków i jednostki zdegenerowane.

Pułkownik i Marcel

Pułkownik i Marcel Pułkownik i Marcel to półumarłe zombiaki mieszkające na cmentarzu wraz z Czesiem i Misiem Przekliniakiem. Gdy do szkoły wzywani są rodzice uczniów, Marcel i Pułkownik przebierają się, i reprezentują rodzicieli Czesia. Obydwaj mają słabość do napojów wyskokowych. Pułkownik to były żołnierz Armii Krajowej, odznaczony wieloma orderami i mający na swym koncie pokonanie Rosjan podczas wojen. Z rozrzewnieniem wspomina wojny z „kacapami” (Rosjanami) i pragnie wskrzesić w Czesiu patriotyczną miłość do ojczyzny, co zresztą mu się udaje. Marcel jest mężem Higienistki. Nie był zbyt szczęśliwy w tym związku, dlatego popełnił samobójstwo. Paradoksalnie jednak wścieka się, gdy widzi, że higienistka kokietuje i podrywa innych mężczyzn. Irytuje go także fakt, że żona przynosi na jego grób jakieś zbędne „chabazie”, czyli kwiaty, zamiast zastanowić się i podarować mu alkohol. Marcel kocha Czesia, nazywanego Czesiulkiem, prawdziwie ojcowską miłością, i wraz z Pułkownikiem stara się pomagać jemu oraz jego przyjaciołom.